Lato to czas
leniuchowania, a to min. po to, że jak się już dobrze zrelaksuje i poleży, to
później można odkryć bardzo ciekawe rzeczy wokół siebie. O tym, jakie widoki czekają na
tych, którzy postanowią robić kompletnie nic, opowiada bardzo letnia książka „Brzuchem do góry”. Leżenie plackiem
kojarzy się głównie z plażą i z dość monotonnymi widokami, więc o wiele
ciekawiej jest położyć się w lesie, na łące, pod dziurawym dachem, zakrywając
twarz gazetą bądź słomkowym kapeluszem. Okazuje się, że widoki z tej pozycji
mogą być całkiem nieoczywiste, a wręcz zagadkowe i oryginalne. Autorce książki,
Urszuli Palusińskiej, świetnie udało się namalować cienie rzucane przez noc w
pokoju, jasne letnie niebo czy też liściaste niebo w lesie. Można się zainspirować
do leżenia.. 😊
Szprotka to
psi kundelek, w dodatku pies-emeryt, który nagle zostaje bez domu. Na szczęście
trafia w dobre ręce i znów ma dom. „Hej, Szprotka!” to opowieść o
zwyczajnych-niezwyczajnych dniach ze Szprotką; zwyczajnych - bo Szprotka nie
wyróżnia się niczym niezwykłym, lubi dzieci, słodycze i głaskanie, nie lubi
fajerwerków i dużych psów, a niezwyczajnych – bo więź między nią a jej
panią jest niepowtarzalna.
„Hej,
Szprotka!” to również zwykła-niezwykła książka o tym, że codzienność zaczyna
wyglądać całkiem inaczej jeśli można ją dzielić z kimś, także ze zwierzęciem.
Wszystko niby wciąż pozostaje takie same, ale czas płynie już inaczej. Z
treścią książki świetnie komponują się ilustracje Oli Jasionowskiej –
zwyczajne/niezwyczajne.
Rodzice
małych dzieci wiedzą, jak trudno czasem zachęcić do spania 2-4 latka. Niby jest
łatwiej jak już dziecię wyraźnie powie co mu w spaniu przeszkadza, jednak nie
mogące zasnąć dziecko oznacza czasem dość męczący i nerwowy wieczór dla
rodzica.
Taka sytuacja zdarzyła się właśnie babci Patryka z książki „Co!?”. Okazało się, że Patryk nie mógł
zasnąć, ponieważ nie miał łóżka, a następnie kocyka, ani poduszki itd. Zaradna i
pracowita babcia ścięła drzewo by samodzielnie skonstruować łóżeczko, odszukała
barana by wziąć wełnę na kocyk itd.
Usypianie dzieci oczywiście nie jest zwykle
tak męczące jak to się przydarzyło babci Patryka, jednak po całym dniu pracy
wszelkie żądania malca wydają się czasem wymagać nadludzkiego wysiłku i autorki
książeczki świetnie to przedstawiły.
Książkę "Co!?" warto przeczytać z dzieckiem pocieszając się, że rodzice żeby uśpić dziecko zwykle nie muszą wcześniej zajmować się konstruowaniem łóżeczka czy też czesaniem wełny na
kocyk..;)
Zdesperowanym
rodzicom pomóc w usypianiu maluchów mogą natomiast muzyczne kołysanki lub książki pokazujące,
że sen jest czymś naturalnym.
Najmłodsze
dzieci (1+) mogą sięgnąć po kartonowe „Śpij,
króliczku”. Tytułowy króliczek wkłada piżamkę, myje zęby i kładzie się
spać. Co ważne, jest to książka z gatunku interaktywnych, coś jak książki Herve
Tuilleta; mały czytelnik musi króliczkowi poprawić poduszkę, podrapać go za
uszkiem i przykryć go kołderką.
W naszym
domu w przypadku 2-letnich dzieci sprawdzały się też czasem wyliczanki; kotek
śpi, piesek śpi, kaczki już dawno śpią itd. Tego typu wyliczankę, choć bardziej
rymowaną można też znaleźć w wydanej niedawno książce „Wielka księga snów”. Wszystkie bez wyjątku zwierzęta w niej śpią,
można podziwiać różnobarwne kołderki, którymi są przykryte.
Książką-usypianką
może być właściwie każda książka, gdzie po krótkiej akcji bohater udaje się na
spoczynek. W przypadku nieco starszych dzieci zadziałają też książki-usypianki
niezamierzone (długa i nudna fabuła, mało ilustracji), jednak uwaga, mogą one
zaskutkować również zaśnięciem rodzica. Czasem lepiej włączyć kołysanki (np. te śpiewane przez G. Turnau i M. Umer) lub słuchowiska jak bajki-grajki. Już 2,5 latek
chętnie wysłucha niezbyt długiego ale melodyjnego „Czerwonego Kapturka”!
Idzie lato. Gdzie jechać? Może
nad morze, a może na kajaki?
Podczas gdy
na Mt Evereście bywa już całkiem tłoczno, pewnie tylko na Oceanie można
jeszcze poczuć czym jest samotność i izolacja od cywilizacji. Aleksander Doba tak polubił
pływanie kajakiem, że postanowił przepłynąć nim Atlantyk, nie zważając na brak
kontaktu z ludźmi i rozmaite oceaniczne niebezpieczeństwa (rekiny, sztormy
itp.) Najpierw przepłynął Atlantyk w najkrótszym miejscu (z Afryki do Ameryki
Pd.), a następnie w najdłuższym (z Portugalii do USA). Obie wyprawy trwały
odpowiednio 98 i 167 dni. Aż trudno sobie wyobrazić, że w kajaku da się spędzić
więcej niż tydzień non stop! O tym, jak Doba tego dokonał, można szczegółowo
przeczytać w książce „Doba na Oceanie”
Agaty Loth-Ignaciuk. Jest tam i projekt specjalnego oceanicznego kajaka, spis
kajakowych urządzeń technicznych i niezbędnego prowiantu, można także dowiedzieć się jak w kajaku przetrwać sztorm na oceanie oraz jak zaparzyć sobie kawy..
W 2017 Doba
po raz trzeci przepłynął Atlantyk, tym razem przez Północny Atlantyk (z Kanady
Do Francji).Jak opowiada w wywiadach 72-letni
podróżnik, nie jest to jeszcze koniec jego wypraw!
W naszym
domu lubimy czytać komiksy i myślę, że wciąż jest to trochę niedoceniana forma
zachęcania dzieci do nauki czytania. Niektórzy komiksy bagatelizują, mówiąc że takie obrazkowe czytanie jest uproszczone i nie można
tego nazwać nawet prawdziwym czytaniem, myślę jednak, że jak się wyrobi u
dziecka doświadczenie, że czytanie (choćby nawet tylko komiksów) dostarcza
przyjemności, jest duża szansa, że z czasem sięgnie też po mniej obrazkowe
tytuły. Na blogu prezentowałam już kilka popularnych komiksowych zestawień (np. tu i tu), dziś kolejne.
Tintin i kryminały retro
Na początek
klasyka – przygody Tintina i jego psa Milusia. Młodo wyglądający dziennikarz-detektyw Tintin liczy
już sobie kilka dekad, ale dzięki wydawnictwu Egmont jego przygody znów są
dostępne. Podczas czytania trochę daje się odczuć upływ czasu, ale ten nieco uproszczony
świat sprzed kilku dekad jest dość przyjazny i wciąż się dzieciom podoba. Akcja w Tintinie posuwa się
dość szybko, niektóre tytuły z serii mają długie dialogi i nieco skompilowaną
intrygę, warto więc na początek sięgnąć po część łatwiejszą w odbiorze, jak np.
„Czarną Wyspę”. W popularności Tintina nie bez znaczenia jest fakt, że swoje przygody przeżywa on w różnych stronach świata: w Egipcie, Ameryce Pd., w dżungli itd.
Smerfy
Kolejna
seria komiksów ostatnio u nas połykana w ekspresowym tempie to smerfy. Przedstawiać tych
niebieskich ludzików nikomu nie trzeba, sam komiks jest napisany i zilustrowany z
humorem, z dobrym tempem akcji, i co ważne, ma szansę spodobać się nawet tym, którzy na co dzień
za smerfami nie przepadają (w komiksie np. wiecznie czyhający na smerfy Gargamel nie
wywołuje aż tak silnych emocji jak film, co nie znaczy, że opowieść staje się mniej
ciekawa).
Również "Lucky Luke" jest u nas lubiany i czytany od wielu lat, niezależnie od telewizyjnego serialu. Miłośnicy wielotomowych komiksowych serii mogą sięgnąć też po "Asteriksa" no i koniecznie po "Kaczora Donalda" - wbrew pozorom nie jest to tylko czysta rozrywka - mój 8-latek pyta mnie czasem o znaczenie słów z komiksu, których znaczenia nie zna.
Ważny
generał chce być jeszcze ważniejszy i nie pozwala nikomu przechodzić na druga
stronę książki. Tłum oczekujących robi się coraz większy, ale nikt, ani
staruszek, ani kobieta w ciąży, nie może przejść. Jest jednak ktoś, komu to się
w końcu udaje..
„Przejścia
nie ma!” to nieduża, trochę przekorna książeczka opowiadająca prostą historię, w której jednak można doszukiwać się głębszego sensu.
Każdy wszak spotkał się z absurdalnymi przepisami wprowadzanymi przez władzę,
ale na każdą władzę, zwłaszcza tą apodyktyczną, w końcu przychodzi kres i to ze
strony, z której najmniej się spodziewa.. Dobra książka, by porozmawiać z dziećmi o władzy, prawach i wolności.
Emily wraz z mamą i bratem przeprowadzają się do opuszczonego domu po dziadku. Dom jednak okazuje się nie do końca opuszczony, przede wszystkim jednak Emily znajduje w nim magiczny amulet, który pomoże jej przetrwać i walczyć w nowym, równoległym do realnego, świecie..
Przyznam, że
nie za bardzo lubię fantasy i a już całkiem nie znoszę elementów grozy, które również
można znaleźć w komiksowej serii o magicznym amulecie, jednak tak poza tym
książka ta ma po prostu ładne ilustracje z mrocznym, filmowym klimatem. W
fabule widać inspirację „Władcą pierścieni” i Star Wars, wiec z
pewnością nie jest banalnie i płytko.
Komiks jest polecany od 9 r. życia, mój 8-latek czyta go
jednak w kółko, i myślę, że wiele zależy od wrażliwości konkretnego dziecka,
choć ci, którzy jeszcze w przedszkolu oglądali filmy o Scooby-Doo, pewnie aż
tak zszokowani bardzo zębatymi elfami i pajęczakami nie będą..